Blog Roku 2014 – podsumowanie

Wspaniała przygoda związana z tegoroczną edycją konkursu Blog Roku dobiega powoli końca. Emocje jeszcze co prawda nie opadły, ale myślę, że jest to dobry moment do dokonania pierwszych podsumowań 🙂

MODA I URODA - Secondhand Dandy

Na wstępie muszę pochwalić organizatora konkursu, grupę Onet, za świetne przygotowanie całego wydarzenia. Mój telefon na godzinę przed rozpoczęciem wydarzenia spotkał się nie ze zdawkową odpowiedzią, ale z bardzo uprzejma wręcz entuzjastyczną reakcją ze strony koordynatorki projektu. Od samego wejścia do centrum konferencyjnego Muzeum Historii Żydów Polskich czułem, że ekipa dołoży wszelkich starań, aby uczynić dla mnie  ten wieczór wyjątkowym. Miłym powitalnym akcentem było rozdanie wszystkim finalistom giftpacka, w którym, oprócz specjalnie zadedykowanej butelki Ballantines’a (w moim przypadku uzasadnienie brzmiało: „Za odwagę Dandysa” :)) znalazła się także świetna karykatura autorstwa Marka Greli.

IMG_9801

Ten uroczysty wieczór wieńczył prawie półtoramiesięczne zmagania w dziesiątej, jubileuszowej edycji konkursu. Nie będzie w tym cienia przesady kiedy powiem, że Blog Roku całkowicie pochłąnał mnie we wspomnianym okresie, gdyż jest to jeden z ttych konkrsów, który wymaga zaangażowania zarówno blogera jak i jego czytelników. Stawka jest poważna, bo pomyslny wynik zmagań potrafi odmieniać zycia internetowych twórców – najlepszymi przykładami na to mogą być postaci Konrada z Halo Ziemia oraz Michała z Jak Oszczędzać Pieniądze?.

Po pierwszym etapie, w którym blogerzy zgłaszali swoje strony do konkursu nastał czas głosowania smsowego. W ubiegłorocznej edycji konkursu nie udało mi się zebrać nawet pięciu głosó, więc co do startu w tym roku miałem spore obawy. Laureaci poprzednich edycji podkreślali, że taka forma głosowania jest swoistym testem społeczności, bo to właśnie społeczność, a nie bierni odbiorcy, będa w stanie poświęcić dla swojego twórcy głos w postaci płatnego smsa. Mimo obaw postanowiłem poddać sie wspomnianemu sprawdzianowi. Szybko, bo już w pierwszych dniach głosowania okazało się, że moje wahania były bezpodstawne. Wasze mocne zaangażowanie uplasowało mnie w połowie kwalifikującej do finału dziesiątki. Konkurencja postanowiła nie zasypiać gruszek w popiele, efektem czego zażarta walka toczyła się aż do samego końca, a o dalszym byci lb niebyciu w grze zadecydować mogło kilka głosów. W przeddzień zakończenia głosowania w moim mieszkaniu zabrakło internetu, efektem czego pół tamtej nocy spędziłem w McDonald’s, siedząc tuż przy wejściu i nieustannym przeciągiem karmiąc tym samym trapiące mnie od kilku dni przeziębienie. Niezależnie od wyniku, chciałem móc powiedzieć sobie, że zrobiłem wszystko, co tylko zrobić mogłem. Ostateczne przeliczenie, prezentujące 262 udokumentowane dowody uznania i wsparcia, zaowocowało szóstym, gwarantującym obecność w finale, miejscem.

IMG_9561

Z kolegami z Instytutu Medialnego 🙂

IMG_9564

Potem nastał etap oczekiwania, podczas którego jurorzy zapoznawali się z blogami finalistów, by następnie wytypować w każdej z kategorii trójkę, która walczyć miała o tytuł Bloga Roku. Przyznam, że nie doczytałem dokładnie w tej kwestii regulaminu i w dniu nominacji kompulsywnie odświeżałem stronę w nadziei, że w końcu ów werdykt się na niej pojawi. Gdybym podszedł do sprawy z prawniczą rzetelnością, to wiedziałbym, że wynik opublikowany zostanie o godzinie 15.00. Ale nie podszedłem i o pozytywnym werdykcie dowiedziaęłm się dopiero po zakończeniu wieczornej zmiany. Nie na darmo przecież zdecydowałem się zrezygnować z prawa na rzecz męskiej mody, a redaktorzy Onetu uznali moją historię za tak ciekawą, że wartą wyeksponowania na okładce galerii, prezentujacej wszytskich finalistów z poszczególnych kategorii 🙂

IMG_9674Mimo tylu godzin spędzonych przed obiektywami, stres związany z wystąpieniami przed obiektywami „nieoswojonymi” nadal jest taki sam 😉

IMG_9672

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Pani Mai Sablewskiej za nominację do ścisłego finału. Traktuję to wspaniałe wyróżnienie jako wyraz uznania nie tylko dla mnie, ale także wszystkich moich kolegów „po blogu”, którzy każdego dnia starają się, by nasze ulice pod względem mody męskiej prezentowały się coraz lepiej. Dzięki Pani decyzji miałem okazję wziąć udział we wspaniałym przedsięzwzięciu i po raz kolejny przekoanć się, że warto nadal podążać obraną przeze mnie drogą. To uczucie jest nie do przecenienia 🙂

Przed każdym z jurorów stało tytanicznie trudne zadanie. Blogi, oprócz tego, że różniły się kategoriami, to w obrębie każdej z nich nie było takich, które byłyby w choć w najmniejszym stopniu do siebie podobne. Sprawa wyglądała trochę tak, jakby amatorowi owoców kazać wybierać między wiśniami, śliwkami i truskawkami. Wysoka unikatowość każdego z blogów spowodowała niemożność obrania jakiejkolwiek w pełni obiektywnej płaszczyzny porównania. Podkreślali to niemalże wszyscy jurorzy i szczerze nie chciałbym znaleźć się w ich sytuacji.

IMG_0027

IMG_9770

W wyniku ostatecznego werdyktu tytuł Modowego Bloga Roku przypadł Kasi, autorce bloga Vivi & Oli, której pragnę w tym miejscu pogratulować i serdecznie podziękować za miłe słowa, jakie pod moim adresem wypowiedziała odbierając statuetkę. Nagrodę bloga roku, zgodnie z moimi przewidywaniami, w pełni zasłużenie zdobył KULTURĄ W PŁOT, bardzo ucieszyłem się także z wygranej w kategorii podróże zapaleńców z Busem Przez Świat.

IMG_0586

Podczas prezentacji poszczególnych blogów na fanpage’u konkursu jeden z komentujących napisał, że w momencie nominacji wszyscy wyróżnieni stali się już zwycięzcami. Muszę przyznać, że tak właśnie  tamtej nocy się czułem. Nie towarzyszyło mi ani rozgoryczenie, ani żal, ani żadne inne z tych niskich uczuć, które czasami potrafią w takich momentach wziać górę nad trzeźwym oglądem sytuacji. W końcu tak naprawdę dotarło do mnie jak daleko udało się dzięki Waszemu ogromnemu wsparciu zajść, podczas gdy niewiele brakowało do tego, żebym do konkursu w ogóle się nie zgłosił. Czułem, że jestem we właściwym miejscu i właściwym czasie. Że jeszcze wiele przede mną, bo możliwości są nieograniczone. I że zawsze warto próbować, choćby niektórzy mówili, że nie warto 🙂

IMAG0009

Przy okazji gali Blog Roku finaliści mieli okazję pobawić się w teoretycznych barmanów i na bazie Ballantine’s albo Wyborowej stworzyć własnego drinka. Najlepsze kompozycje serwowano podczas gali, a wśród nich znalazła się ta stworzona przeze mnie w konsultacji z Adrianem, moim serdecznym przyjacielem, który może pochwalić się całkiem sporą kolekcją ukończonych kursów z zakresu barmaństwa 🙂

Lista dostępnych składników była bardzo bogata i z tego powodu łatwo było wpaść w pułapkę przekombinowania. Jako zwolennicy alkoholowego minimalizmu zdecydowaliśmy się na połączenie dobrze oddające wartości, jakimi kieruję się w codziennym blogowaniu – dbałość o formę, elegancję w jej swobodnym wydaniu oraz harmonię w doborze poszczególnych elemenów. Tak oto powstała procentowa interpretacja współczensego dandysa, na która przepis znaleźć możecie poniżej 😉

„Secondhand Dandy”

4 cl Ballantine’s Finest
8 cl świeżo wyciśniętego soku jabłkowego
Liście mięty
Brązowy cukier
2 cl soku z limonki

Wykonanie:

Do shakera wlewamy Ballantine’s Finest oraz świeżo wyciśnięty sok jabłkowy. W moździerzu rozcieramy liście mięty z brązowym cukrem i sokiem z limonki, następnie wrzucamy zawartość moździerza do shakera i intensywnie mieszamy.

Koktajl przelewamy do wypełnionej po brzegi kruszonym lodem szklanki typu high ball. Ozdabiamy liśćmi mięty oraz limonką.

ścianka

Jako że nominację dostałem w kategorii moda i uroda (z modą u mnie całkiem nieźle, z urodą – trochę gorzej ;)) warto chwilę także poświęcić mojemu galowemu zestawowi. Gdybym miał wybierać dandysi trademark, coś bardzo charakterystycznego dla mnie i bardzo przeze mnie lubianego, to jedną z takich rzeczy byłby zestaw składający się z garnituru, uzupełnionego zdekompletowaną kamizelką. Bardzo często, decydując się na garniturowy anturaż, pozwalam sobie na dodanie doń kolejnej warstwy, wprowadzającej wyraźną kolorystyczną oś, rozdzielającą garniturowe bieguny. Takie rozwiązanie mozna uznać za nieco bardziej formalne aniżeli zastosowanie li tylko dwuczęściowego kompletu, co w kontekście wieczorowej gali wydawało się odpowiednim posunięciem 🙂

Mamy więc nie tak całkiem klasyczny granatowy garnitur, który przy bliższym spojrzeniu na materiał jawi się jako nie całkiem gładki (na ten moment jednak nie zdradzę dlaczego ;)). Marynarka jest delikatnie za szeroka w ramionach i ma nieco zbyt długie rękawy, ale odebrałem go niedawno i nie miałem chwili, by odwiedzić moją krawciową. Wieczorowa pora wymusiła wybór dającej wysoki kontrast białej koszuli, granatowego krawata w groszkowy mikrowzór oraz czarnego obuwia. Nie byłbym jednak sobą, gdybym całkiem klasycznego i bezpiecznego połączenia nie wzbogacił w dansydie akcenty w postaci poszetki i skarpet w grochy oraz substytuujących oksfordy monków.

zestaw

Coś się kończy, coś się zaczyna, jak pisał Andrzej Sapkowski w tytule jednego ze swoich opowiadań, więc czas wrócić do tego, co w tym całym ambarasie zwanym blogowaniem jest najlepszego – codziennej, organicznej pracy. Niby nic wielkiego się nie stało, ale jednak wracam z Warszawy w pewien sposób odmieniony. Dlaczego? Dzięki Wam, moi kochani.  Przez ten rok zdecydowaliście się wyjść poza ramy li tylko czytelnictwa i stać się moimi przyjaciółmi. Takimi, którzy nagradzają za dobre, a za złe potrafią surowo skarcić. Takimi, których obecność stale się czuje i która to daje siłę do dalszego działania mimo chwilowych kryzysów. Takimi, dla których warto jest cały czas walczyć ze sobą, swoim lenistwem i brakiem wiary. Takimi, o których nawet mi się ni śniło, kiedy prawie trzy lata temu zaczynałem blogowanie.

Dziękuję za wszystkie oddane głosy, za każde miłe słowo, którym mnie obdarzyliście, za falę pokrzepiających maili i komentarzy, która mnie w ostatnim czasie zalała. Przede wszystkim jednak dziękuję za Waszą nieustanną obecność, którą dziś odczuwam jak nigdy wcześniej i która jak nigdy dotąd motywuje mnie do jeszcze bardziej intensywnej pracy.

Wiecie, co jest w tym momencie najlepsze? Że nikt ani nic nie jest mi w stanie tego poczucia zabrać.

Jeśli nic nie stanie mi na przeszkodzie, to w przyszłorocznej edycji konkursu też stanę do walki o tytuł Bloga Roku. Z takim wpsarciem nie mam innego wyboru ;D

Foto: Press pack Blog Roku, Kotkowicz.pl

Garnitur – Massimo Dutti
Koszula – Massimo Dutti
Krawat – Marks & Spencer’s (secondhand)
Poszetka – prezent
Kamizelka – H&M
Buty – Deichmann

Na koniec zapraszam was do zapoznania się z kolejnym filmem, dostępnym na moim kanale w serwisie Youtube. Od tegoż właśnie filmu w pracę nad vlogiem będzie zaangażowany Rafał z Chaos [Rec], co znacząco wpłynie na jego wizualny poziom. Zapraszam do obejrzenia i dzielenia się swoimi opiniami 🙂

8 myśli nt. „Blog Roku 2014 – podsumowanie”

  1. Kocham takie blogi jak ten 🙂 Tworzone z pasja, sercem, z oddaniem 🙂 A nie tylko dla pieniazkow, dla zysku 🙂 Masz talent, proszę nie zmarnuj go jak większość tych naszych polskich blogerow, ktorym wystarczyło machnac paroma banknotami i zapominali o tym, czym tak naprawdę jest pasja 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.