DSC_0041

Nowy rozdział.

Wtorkowy występ Pani MaiSablewskiej jako doradcy wizerunkowego w studiu DDTVN wywołał ożywioną dyskusję nad wzrostem popularności tego typu zawodu i migracji doń osób, które dotychczas nie były kojarzone z branżą modową. Sytuacja wydaje się być podobną do tej w branży projektanckiej, gdzie coraz większa ilość gwiazd tytułuje się projektantami po podjęciu współpracy z markami odzieżowymi. „Wszyscy jesteśmy personal shopperami” – pisali przekornie na swoim profilu na Facebooku redaktorzy SORT Magazine. Gdyby jeszcze rok temu ktoś powiedział mi, że odnajdę się w tym stwierdzeniu, pewnie bym nie uwierzył. Teraz jednak głęboko wierzę, że udało mi się odnaleźć dla siebie odpowiednią niszę, która pozwoli mi na dalszy rozwój 🙂

W ostatnich dniach miałem okazję doradzać bratu mojej fotograf, Grzegorzowi. Grzegorz jest tłumaczem, z racji czego często uczestniczy w sytuacjach wymagających biznesowego ubioru. Jako osoba preferująca styl casualowy, za namową Agaty postanowił poprosić mnie o pomoc w zakupie odpowiedniego garnituru, który pozwoliłby mu wyglądać adekwatnie do swej profesji, jednocześnie komunikując jego profesjonalizm i szacunek wobec biznesowych partnerów. Podjąłem wzywanie i z budżetem rzędu kilkuset złotych wyruszyliśmy w poszukiwaniu odpowiedniego modelu.

Grzegorzowi zależało na garniturze w kolorze szarym, który jest jednym (obok granatu) z dwóch rekomendowanych na pierwszy garnitur kolorów. Po wejściu do sklepu naszą uwagę zwrócił model w intensywnym kolorze antracytu i to jego zdecydowaliśmy się wypróbować. Charakteryzuje się on bardzo klasycznymi, typowymi dla stylu biznesowego cechami: neutralnym, łatwym w zestawianiu kolorem, stanowiącym idealną bazę do eksponowania pozostałych elementów stroju, odpowiednio szerokimi klapami typu notch, dwuguzikowym zapięciem z wyższym guzikiem na wysokości talii, prostymi kieszeniami z patkami oraz dwoma szlicami z tyłu. Oczywiście, jak to zwykle bywa w 99% przypadków obcowania z konfekcją RTW, nie leży idealnie, jednak są to detale, które z łatwością zostaną dopracowane przez wprawną rękę krawca.

Ciekawym rozwiązaniem, do którego udało mi się namówić Grzegorza, jest wybór koszul z kołnierzykami typu włoskiego zamiast najpopularniejszego na rynku kenta. Kołnierzyk typu kent charakteryzuje się dość wąskim rozstawem spiczastych wyłogów. Grzegorz jest szczęśliwym posiadaczem twarzy o ładnie zarysowanym owalu, przez co nie ma potrzeby optycznego jej wydłużania, wręcz przeciwnie, chodzi tu o zachowanie i wyeksponowanie tego kształtu. Do tego typu twarzy, mimo tego, że teoretycznie wszystkie rodzaje kołnierzyków będą doń pasować, najlepiej sprawdzą się kołnierzyki typu pół-włoskiego lub włoskiego. Na zdjęciach z krawatem w kratkę Grzegorz ma na sobie koszulę z kentem, na pozostałych – z włoskim. Dla mnie różnica na korzyść drugiego rozwiązania jest bardzo wyraźna. 
Pierwszy wybór okazał się na tyle trafny, że zdecydowaliśmy się nie szukać kolejnych. Po zakupach Grzegorz uszczuplił swój portfel o 625 zł, wzbogacając się o garnitur i dwie bazowe koszule w kolorach białym i błękitnym oraz garść wskazówek dotyczących interesującego go stylu biznesowego. W tym miejscu chciałbym mu serdecznie podziękować za możliwość doradztwa oraz zgodę na wykorzystanie zdjęć z jego udziałem na blogu 🙂

Wszystkich czytelników zainteresowanych usługą doradztwa wizerunkowego, serdecznie zapraszam do zapoznania się z moja ofertą, którą znaleźć można w zakładce: „Doradztwo Wizerunkowe” pod banerem na górze strony.

55 myśli nt. „Nowy rozdział.”

  1. Przykro mi P. Dawidzie ale jest coraz gorzej 🙁 Blog byl fajny do momentu w ktorym pojawiles sie w DDTVN. Odtąd zaczelo sie robic coraz gorzej. Ciagle wpisy na ktorych wznosisz okrzyki chwaly w swoja strone. Co rusz co wpis informacja to o warsztatach, to o sesjach, to o wystepach i innych raczej bzdurach. Niestety dla czytelnika to raczej sprawa wkur… bo nic nie wnoszaca i tym odpychasz od siebie czytelnikow zamiast ich przyciagac. Za krotko prowadzisz tego bloga zeby robic z siebie w tej dziedzinie ‚guru’. Na takie cos moze pozwolic sobie Michal Kedziora (ktory nie zajmuje sie ‚personal shoppingiem’) a nie nowicjusz badz co badz i to bez doswiadczenia w kupowaniu…Ty bierzesz jak leci z lumpexu, a tu chodzi o wydawanie czyjejs kasy i Twoje krazenie po nieznanym ich kosztem . Dla mnie niestety ten blog sie zakonczyl 🙁 pozdrawiam, piotrek.

    1. Popieram, smieszne jest robienie z siebie samozwanczego autorytetu w sprawach, w ktorych tym autorytetem sie jeszcze nie jest. Blog jest dosc swiezy, zbiera troche pochwal, ale trwajacy tu od pewnego czasu lans sprawia, ze przestal na nie moim zdaniem zaslugiwac. Nikt nikomu nie broni zarabiac (chociaz wskazane przez Ciebie ceny smiesza, kiedy zestawi sie je jednak z osoba, ktora te uslugi mialaby swiadczyc), ale to, co napisales, to raczej kompromitujace. To, ze ktos skleja modele samolotow, nie oznacza, ze powinien wmawiac innym, ze jest pilotem…

    2. Ale to chyba nie to, ile czasu prowadzony jest blog świadczy o tym, jak długo prowadzący go zajmuje się danym tematem… Wiele osób [zajmujących się modą] bloga nie ma i co, czy to oznacza, że nie znają się na tym, co robią?
      Opinie na zasadzie – prowadzisz bloga TYLKO TYLE, to się nie wypowiadaj, są bez sensu…

    3. Rzecz nie w tym, czy ktos ma bloga albo nawet ile go prowadzi, chociaz to drugie pozwala juz zorientowac sie, jak dlugo ktos sie zajmuje danym tematem. Chodzi raczej o to, czy ktos faktycznie ma taka pozycje, ze moze kreowac sie na autorytet w danej dziedzinie, a wiec w tym przypadku, czy ktos faktycznie zna sie na tyle, aby doradzac innym w sprawie ubioru, moim zdaniem w tym przypadku nie. Ja bym byla zazenowana i mialabym opory, gdybym miala oferowac cos (i wyceniac to wysoko), do czego nie mam wystarczajacych kompetencji, a tak postepuje moim zdaniem autor bloga. Ma do tego prawo i moze nawet chetni sie znajda, ja tylko wytknelam, ze czasem dla wlasnego dobra nie warto kompromitowac sie otwierajac ‚nowy rozdzial’, kiedy poki co umiejetnosci ma sie tyle, ze nie wiemy, czy wystarczyloby na ulotke.

    4. To rynek decyduje o tym, czy ktoś odnosi sukces w tym co chce robić, a nie czytelnicy bloga. Całkowicie rozumiem autora. Wyczuł interes, może zarabia na tym tyle ile mu na razie pasuje i skoro to działa, to dlaczego ma tego nie robić?! Jeśli nie będzie miał klientów, to sam zorientuje się, że coś nie gra.

      Co do spadku poziomu bloga, niestety muszę się zgodzić. Zaglądałem tu tylko ze względu na stylizację autora, gdyż teksty „poradnikowe”, na tym poziomie, nie są już dla mnie atrakcyjne (po prostu już to wiem i nie jest to dla mnie żadna nowość – nic nowego się z nich nie dowiaduję). Niestety stylizacji autora jest jakby mniej, za to coraz więcej wpisów odbiegających tematyką od dotychczasowej.

      Michał Kędziora wyciągnął dobre wnioski z komentarzy czytelników, i jego blog, chociaż nabrał charakteru komercyjnego, pod względem treści prezentuje się wzorowo. Wpisy komercyjne, jeśli są, to jasno opisane. Nadal pojawiają się w całkiem sensownej ilości wpisy poradnikowe o konkretnej treści. To niestety ewenement wśród blogów komercyjnych. Blogerzy po prostu nie potrafią łączyć pasji z biznesem. Blogi idą albo w stronę Macaroniego (gdzie wpisów jak na lekarstwo – blog po prostu olany przez autora), albo w stronę Szarmanta (wpisy komercyjne o pierdołach, niby wplecionych w klimat bloga, ale wali na kilometr ściemą – w dodatku nieumiejętnie tuszowaną).
      Kiedy widzę, że kolejny bloger próbuje dorobić na swoim hobby, to smutno stwierdzam, że na 90% to koniec bloga, który w ciągu najbliższych kilku miesięcy wyleci z zakładek przeglądarki.

      Pozostaje tylko życzyć powodzenia i mieć nadzieję, że biznes się uda. Bo będzie przykro, gdy za chwilę okaże się, że biznes był strzałem w kolano, a przez olanie/spadek poziomu bloga, czytelnicy się wynieśli zostawiając tylko kurz i pajęczyny.

    5. O kurcze. Cóż za dyskusja 🙂 No ja osobiście nie oceniałabym umiejętności Dawida na podstawie samego bloga [tak, jak nie ocenia się książki po okładce ;p;p] 😉 Znam go i wiem, że ma bardzo dużą wiedzę na podejmowane tematy 🙂
      Byaby pani zażenowana oferowaniem czegoś i wycenianiem tego wysoko, do czego nie miałaby pani wystarczających kompetencji. Wydaje mi się, że ocenianie kogoś nie znając go jest równie żenujące 🙂

      Pozdrawiam, Karolina 🙂

    6. Tym bardziej, że cena wcale nie jest wygórowana. 😉
      Spotkałem się z ofertami osób o dorobku dużo mniejszym (żeby nie powiedzieć żadnym) niż ten autora bloga, które ceniły się 5-6 razy drożej.

    7. Karolino mowisz zebysmy nie oceniali Dawida patrzac na jego blog, a co mamy oceniac? Co ma oceniac KLIENT, ktory zechce wydac 4 stówki na kilka porad? Maja sie zaprosic na kawe, ciastko czy kolacje? Karolino, blog to wizytowka (teraz tez biznesowa) Dawida i mozna go oceniac pod katem biznesu TYLKO I WYLACZNIE wg owego bloga, bo jak ktos chcialby skorzystac z rad Dawida to tylko patrzac przez pryzmat wiedzy blogowej. Dla mnie przesada, ewidentnie uderzyla woda sodowa do glowy. To samo u outdersena. Blog dobrze wrozyl na przyszlosc a zostal za przeproszeniem spieprzony do cna przez wywyzszanie sie i robienie z siebie alfy i omegi.

    8. Dokladnie, co mam ocenic Karolino, jesli nie, to co widze na blogu ? Swietnie, ze znasz Dawida, lubicie sie, nie przecze ze moze dla Ciebie jest on milym i ladnie ubranym chlopcem, ale ja odnosze sie do tego, co aktualnie oferuje on na swoim blogu, a oferta jest co tu duzo mowic, biedna. A wiec z mojego punktu widzenia i co widac po komentarzach, nie tylko mojego, Dawid kreuje sie na autorytet w dziedzinie, w ktorej tym autorytetem nie jest i dlugo tak pozostanie, miedzy innymi przez takie nieadekwatne promowanie sie, bez wzgledu na to, czy znajda sie chetni, czy nie. Na szczescie wartosc autorytetow polega na tym, ze to nie oni sami decyduja o tym, czy nimi rzeczywiscie sa, a wiec krotko mowiac, Dawid moze tutaj mydlic oczy i otwierac nowe rozdzialy, ale sam sobie tym szkodzi i odpycha.

    9. Co by nie mówić, koleś wzbudza w Was emocje :} Tak więc coś w sobie ma. Gdyby był nowicjuszem i kimś kto nie jest warty uwagi, nie byłoby tej dyskusji. Paradoksalnie, to taki komplement przez ‚krytykę’ ;D Pozdro.

    10. Jaroslaw Kaczynski tez czasem wzbudza emocje i jest tematem dyskusji, czy jest warty uwagi i czy traktowac to nalezy jako komplement dla niego ? Nie.

    11. Panie Dawidzie, proszę rozważyć pisanie bloga po angielsku. Dzięki temu wypłynie Pan na znacznie głębsze wody, choć nie do końca wiadomo, gdzie Pana zaprowadzą.

      To, że ma Pan wiedzę o męskim stroju, miałem okazję się już kilka razy przekonać. Zresztą w sumie nic dziwnego. Dla kogoś, kto musi się uczyć kodeksu postępowania administracyjnego, książeczki Flussera, Roetzela i trochę stron internetowych to „bułka z masłem”. Szczególnie, jeśli to hobby.

      Niestety na „polskim podwórku” z różnych przyczyn prawdopodobnie będzie Panu trochę ciasnawo.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia we wszystkich dziedzinach 🙂

    12. Anonimowy chyba obrał sobie za cel, za wszelką cenę udowodnienia, że tylko on/ona ma rację. Eh… czemu nie wyskoczysz od razu z tematami bardziej kontrowersyjnymi skoro już wyskakujesz z polityką. -.-‚ Heters gonna hate. -.-‚

    13. @Piotrek

      Jak to zwykle bywa mówienie na dużym stopniu ogólności nie pozwala się odpowiednio porozumieć, więc prosiłbym o jakieś konkretne przykłady „wznoszenia okrzyków chwały”. Mówiąc o wszystkich możliwościach rozwoju, jakie zapewniło mi prowadzenie bloga, nie miałem na celu zdenerwowania swoich czytelników (bo i w jaki sposób można czymś takim zdenerwować?), ale ukazanie im większego wycinka mojego obecnego życia, aniżeli ten, który widać na zdjęciach w postach stylizacyjnych. Nie jestem w stanie także zlokalizować miejsca, w którym traktowałbym siebie jako wspomnianego „guru” męskiej mody. Na każdym kroku w warstwie tekstowej wpisów staram się podkreślać subiektywność moich opinii, a kiedy pojawiają się jakieś tezy autorytatywnie postawione, to są to zazwyczaj żelazne zasady męskiej mody. Co do doświadczenia, to dane mi było świadczyć już takie usługi i rezultat był na tyle dobry, że postanowiłem dotrzeć z tą informacją do wszystkich czytelników. Z komentarzy pod wpisem o przejściu na profesjonalne blogowanie Mr.Vintage mówił o planowanym rozszerzeniu swojej działalności o personal shopping. Nie będzie miał jednak fizycznej możliwości obsłużenia wszystkich zainteresowanych taką usługą na terenie całej Polski, więc potrzeba będzie większej ilości osób świadczących tego typu usługi. Jako że rynek nie jest jeszcze nasycony, postanowiłem nie zwlekać z tą decyzją. Co do faktu zabawy cudzym kosztem, to nie wchodzi ona w grę ze względu nam sam charakter usługi, w ramach której działanie personal shoppera podlega nieustannej weryfikacji klienta. To nie jest zabieg medycyny estetycznej czy zlecenie wykonania mebla z drogocennego drewna – skutki są całkowicie odwracalne i w razie niezadowolenia klienta nie widzę problemu, by zapomnieć, że usługa w ogóle została zlecona.

      Sprawdzeniu kompetencji i przygotowania ma służyć także wspomniana rozmowa, która, wbrew pozorom, nie jest tylko miłym spotkaniem przy kawie. Dzięki lepszemu poznaniu potencjalnego klienta łatwiej jest dobrać odpowiedni styl, a w konsekwencji konkretne elementy garderoby.

      @Anonimowy 21.53

      Tak jak wyżej, proszę o konkretne przejawy „lansu”. Mówi się, że praca, do której wstaje się z radością, nie jest tak naprawdę pracą. Długo szukałem w życiu swojej drogi i teraz, kiedy ją znalazłem, chciałbym móc się na niej rozwijać. Nie rozumiem argumentu śmieszności podanych przeze mnie cen – średni koszt takiej usługi zazwyczaj przekracza tysiąc złotych, przy czym najczęściej kupuje się kota w worku, bo personal shopperzy nie publikują relacji z metamorfoz, ograniczając się do słownych referencji. Zaproponowałem uczciwe warunki i takąż za nie cenę.

      @Anonimowy 22.15

      Czy próba podzielenia się w formie zarobkowego zlecenia swoja wiedzą, umiejętnościami i wolnym czasem jest oznaką kreowania się na autorytet? W mojej opinii nie, jest to po prostu oferta jak każda inna i jako taka na pewno nie jest skierowana do wszystkich. Gdybym nie wierzył w swoje kompetencje, to na pewno bym się na taki krok nie zdecydował. W reakcji na wspomniany wcześniej występ Mai Sablewskiej padła masa komentarzy krytykujących jej brak profesjonalizmu i utyskujących czy nie ma w Polsce nikogo bardziej odpowiedniego, kto lepiej by się sprawdził w jej roli. Ja, zamiast narzekać, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować przekuć charytatywną, blogową działalność, której w przeciągu ostatniego roku poświęcam niemalże każdą wolną chwilę, w sposób na życie. Przygotowanie pojedynczego wpisu zajmuje godziny i można w to nie wierzyć, dopóki człowiek sam się o tym nie przekona. Z dotychczasowych wyjść na wspólne zakupy przychodziłem fizycznie wyczerpany po kilku godzinach przerzucania wieszaków, doboru poszczególnych elementów i walce z nieprzychylnymi ekspedientami, którzy traktowali mnie jako złodzieja ich pracy. Za każdym razem jednak, mimo że zmęczony, czułem się spełniony. Liczę na to, że dane mi będzie poczuć coraz więcej tego typu uczucia 🙂

    14. @Dejko

      Można stać w miejscu i cieszyć się z dotychczasowych osiągnięć, można jednak stawiać sobie nowe cele i dążyć do ich realizacji. Bliższe jest mi drugie podejście, a zamieszczona w tym wpisie decyzja jest jednym z jego przejawów.

      Pisanie bloga, jak wspomniałem powyżej, jest działalnością charytatywną; w pewnym momencie i na pewnym poziomie oczekiwań czytelników zaczyna to doskwierać. Zrozumiałbym falę oburzenia czytelników, gdybym zaangażował się komercyjnie w dziedzinę zupełnie niezwiązaną z moją blogową działalnością (reklamował proszek do prania, albo stał się przedstawicielem firmy z asortymentem spożywczym), ale personal shopping jest działaniem zupełnie zgodnym z ideą bloga. Nie jest to praca absorbująca 24/h, a dorywcza, więc mój zasób czasowy przy średnim zainteresowaniu usługą nie powinien się wydatnie zmniejszyć, więc zaniedbanie bloga w stylu Macaroniego nie wchodzi w rachubę. Co więcej, przychylni czytelnicy powinni się cieszyć z mojego rozwoju, bo ten pociągnie za sobą rozwój samego bloga. Regularnie czytałem TheStyleBloggera, kiedy Dan Trepanier był jeszcze skromnym, obdarzonym pasją studentem psychologii z Kanady, obecnie czytam też maksymalnie skomercjalizowany TSB.men.com. I co? Cieszę się, że strona tak bardzo się rozwinęła, bo okazało się, że gdy tylko budżet się zwiększył, treści stały się o wiele ciekawsze, a personalny blog przekształcił się w opiniotwórczy portal obsługiwany przez spora grupę ludzi.

      Niemniej jednak dziękuję za wyrazy wsparcia i podzielam nadzieję na powodzenie inicjatywy 🙂

      @Anonimowy 23.13

      Czy przedstawianie rzeczowej oferty przez markę, która, mimo że nie największa, znajduje się na rynku już od pewnego czasu, jest mydleniem oczu? W mojej opinii lepszym sposobem oceny wartości takiej propozycji jest po prostu jej sprawdzenie.

      @Mr Młody

      Dziękuję za słowa wsparcia, jednakże myślę, że internacjonalna blogosfera jest już dostatecznie nasycona wartościowymi stronami, przez co zmiana grupy docelowej mija się z celem. Taka reakcja części czytelników nie jest dla mnie zaskoczeniem, byłem na nią przygotowany i na pewno stanie się paliwem dla dalszej pracy nad rozwojem mojego bloga

      Pozdrawiam serdecznie i takoż dziękuję za życzenia 🙂

      Swoja drogą, to całkiem dziwne uczucie, kiedy na blogu w takim natężeniu pojawia się nie pseudonim, a moje imię 🙂

    15. Nie rozumiem tylko dlaczego ktoś hejtuje tylko po to, aby hejtować. Ludzka zawiść, zły dzień, zabity pies? ;D Ja osobiście, jeśli mam na cos wyje***, nie podchodzi mi, to zwyczajnie omijam to szerokim łukiem, a nie za wszelką cenę krytykuję ;} To takie trochę pudelkowate podejście, gdzie takich komentarzy jest mnóstwo. Ale cóż, póki co, to nadal internety ;D

    16. @ SHD

      Nie jestem przekonany o tym, że nie odnalazłby się Pan w zagranicznych blogach. Z tego, co obserwuję, nie ma odpowiednika SHD za granicą.

      Sądząc po kilku komentarzach, jak widzi Pan, sartorialna ulica domaga się od Pana statusu co najmniej Mr. Vintage lub Szarmanta. Inteligencją, poczuciem humoru, wiedzą o stroju męskim i kulturą osobistą z pewnością nie odstaje Pan ani od jednej, ani od drugiej osoby. To jednakże zbyt mało dla sartorialnego buntu mas 🙂 I trochę to rozumiem. Przewaga Szarmanta w tym, że ma do czynienia z najwyższej jakości materiałami i (w porównaniu do swojego stażu) znakomite wręcz rozeznanie w szyciu na miarę (chociaż nawet jego kompetencje widziałem podważane!). Przewaga Mr. Vintage jest w tym, że ma doświadczenie w pracy z markami i więcej poprzebierał w różnych produktach.
      Dlatego żeby sartorialna publika bardziej akceptowała Pana rolę, musiałby Pan pewnie porobić trochę więcej wpisów, wykonać więcej kreacji itd. (stąd moja sugestia poniżej, że może warto zainwestować w te must-have typu szary jednolity, granatowy, może blazer etc., dzięki temu będzie Pan miał materiał na kolejne 50 fotograficznych wpisów).

      Swoją drogą, żeby zarzucać narcyzm i autorytaryzm Autorowi tego bloga, trzeba chyba naprawdę wykazać się złą wolą. A że pojawiają się wpisy o tym „gdzie byłem, co robiłem”? Komu to przeszkadza? Papieru na to nie marnujemy.

    17. Czytam i nie wierzę, po prostu oczy przecieram ze zdumienia. Co to jest za chory system i kraj, że każdy kto ma pomysł na siebie i chce go realizować znajduje tak duże grono chętnie butujących go ludzi którzy usilnie muszą mu udowodnić (mając ku temu nikłe podstawy), że się nie nadaje, że ma czelnośc na tym zarabiać i jak on w ogóle śmie mówić głośno o tym, że zarabia na swojej wiedzy. No wstyd i hańba widocznie wymagać od ludzi którzy oczekują konkretnej usługi wykonanej na odpowiednim poziomie pieniędzy. Powinen pewnie robić za darmo z przepraszam na ustach na każdym razem, że śmie w ogóle zarabiać kasę. Najlepiej to powinen zatrudnić się w najniższym szczeblu korpo żeby był równy z wami drodzy ekpreci. Smutek mnie ogarnia, że zamiast wspierać ludzi w ich działaniach jest silna potrzeba, że mieszać innych z błotem i nie pozwolić im robić to czego się chce. Swoich bliskich też tak wspieracie? I nie, nie jest to w żaden sposób konstruktywna krytyka. Bo pisanie „kiedyś ten blog był lepszy”, „ubierasz się w sh” albo „po programie jest coraz gorzej” to nie jest merytoryka. To ordynarny, bezpodstawy hejt na człowieka który spełnia swoje marzenia. Wstyd mi jak czytam takie komentarze.

    18. Ale na szczęście jest wiele osób, które potrafią w kulturalny sposób wyrazić swoją opinię i logicznie ją uzasadnić 🙂 I taki czytelnik jest dużo więcej wart :):)

      Pozdrawiam, Karolina 🙂

  2. Włoskie kołnierzyki są super. Trochę szkoda, że tylko na 1 zdjęciu wyraźnie jest wyeksponowany.Fajny pomysł na wpis, pozdrawiam, Zet

  3. Personal shopping może być niezłym dodatkiem do bloga, pozwoli też Ci się rozwijać, chociaż sama nazwa bloga wskazuje na Secondhand, więc nie porzucaj stylizacji 🙂 Garnitur świetny, w dodatku w takim przedziale cenowym! Następnym razem więcej zdjęć, to milej będzie popatrzeć.
    🙂

  4. Stylizacja wieje nudą na kilometr. Nie widzę tu profesjonalnego wyglądu tylko człowieka któremu ktoś kazał założyć garnitur. Poszetka i krawat w tej stylizacji są po prostu fatalne. Oczywiście gustach się nie dyskutuje (albo ma się gust albo się go nie ma). Kołnierzyk z długimi wyłogami (wachlarzyki? SIC!) ma za zadanie balansować owalną głowę a nie ją optycznie wydłużać. Jak piszesz teksty to używaj zrozumiałych słów a nie skrótów typu RTW. Nie wszyscy muszą wiedzieć co to znaczy. Jeśli jednak chcesz udawać eksperta i używać „fachowego” słownictwa, to pamiętaj, że kołnierz ma wyłogi a nie wachlarzyki ;).

    Do plusów zaliczam wizytę w sklepie (chyba) a nie lumpeksie oraz fakt, że można z Tobą porozmawiać za 0zł. Mały gest a cieszy ;).

    Na minus cała reszta plus brak zdjęcia w finalnej stylizacji. Musiałem się domyślać, że ten nudnawy krawat zestawiłeś z tą poszetką, po czym wszyscy wpadliście w niczym niewytłumaczalny zachwyt.

    Pozdrawiam,
    a3.

    1. Mógłbym zaproponować krawat w rzucającym się z kilometra w oczy kolorze, kraciastą koszulę i wzorzystą poszetkę, tworząc zupełnie nie nudny zestaw. Czy efekt byłby dobry? W mojej opinii nie, bo byłoby to podobne do sytuacji zlecenia kuchennemu laikowi przygotowania Beef Wellingtona, kiedy on nie radzi sobie z jajecznicą. Grafit w połączeniu z białą koszulą, granatowym krawatem w groszki/bordowym w kratkę oraz niebiesko-bordową poszetką jest na pewno połączeniem bezpiecznym, mało finezyjnym, ale na pewno odpowiednim na początek. Trzeba być cudotwórcą, by w trzy godziny sprawić, aby osoba nosząca na co dzień casualowe koszule i jeansy świetnie wyglądała w garniturze z wieszaka. Można jednak zaproponować klientowi pewne proste rozwiązania, które z czasem, po nabyciu pewności siebie i wyczucia, będzie on w stanie zmodyfikować do postaci bardziej ciekawych.

      Co do wyłogów, nazywane one są czasami także skrzydełkami i to o nie mi chodziło, nie mam pojęcia, skąd się wzięły te „wachlarzyki”. Kupowaliśmy tylko garnitur, koszule i krawaty miały charakter poglądowy i były najbardziej odpowiednimi, jakie udało mi się znaleźć w ofercie wizytowanego przeze nas sklepu.

      Pozdrawiam serdecznie.

    2. Stylizacja jest właśnie bardzo dobra. Znakomicie nadająca się do pracy tłumacza, a przede wszystkim to podstawa od jakiej należy zaczynać: biała koszula, granatowy, srebrny krawat, garnitur jednolity, szary, grafitowy lub granatowy. Poszetka biała i będzie w porządku.

      Ktoś kto takie zestawy nazywa „nudą” chce chyba budować dom od strychu? Najpierw baza.

      Swoją drogą, Panie Dawidzie, jak wchodzi Pan w nową rolę, to warto pomyśleć o takich dwóch dobrych uniwersalnych garniturach dla Pana, dzięki którym sam Pan pokaże jak z nich korzystać i rozbudować garderobę (miałbym Pan tyle materiałów na wpis, ile ma Pan krawatów i poszetek, czyli całkiem sporo). Wiem, że to trochę kosztuje i nie do końca byłoby w klimacie SH-D, ale byłaby to jakaś inwestycja w ten Pana nowy projekt.

    3. Ja właśnie uważam, że stylizacja jest bardzo dobra. Facet wygląda dobrze, tak jak przystoi w jego profesji i chyba taki miał być efekt. Szaleństwo jest dobre, ale nie w stroju do pracy, tutaj ma być przede wszystkim elegancko.

      A wracając do tytułowego „nowego rozdziału” to gratuluje, trzeba się rozwijać, tylko nie zaniedbuj pierwotnej koncepcji bloga, która mnie urzekła.

    4. Kilka przykładów profesjonalnego wyglądu plus modyfikacje aby było jeszcze bardziej PRO

      http://thesuited-gentleman.tumblr.com/post/32676690199
      http://thesuited-gentleman.tumblr.com/post/34930127794 – prostota o jakiej piszecie czyli BIAŁA poszetka i biała koszula a nie jakieś siłowanie się.
      http://thesuited-gentleman.tumblr.com/post/36369091616 – zmienić buty na czarna.
      http://thesuited-gentleman.tumblr.com/post/32623698676 – nie wiesz co robić Don Ci pokaże jak profesjonalnie można wyglądać w pracy.

      Mimo wszystko życzę powodzenia! Może ustrzelisz jakiegoś jelenia :).

      Pozdrawiam,
      a3.

  5. Z takim ogłaszaniem się co do świadczonych usług warto nieco uważać. Może to już bowiem zostać uznane za zarobkową działalność usługową lub działalność zawodową, wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły, co jest dozwolone dopiero po wpisie do CEIDG (art. 2 w zw. z art. 14 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej). A jeśli nie, to traf, krach, plajta, fiskus, ZUS.

    1. Byłbym niemądry, gdybym nie wybadał wcześniej tematu 🙂 Razem z moimi znajomymi, którzy mogą się poszczycić dyplomem ukończenia studiów prawniczych oraz sporym doświadczeniem praktycznym, ustaliliśmy, że najlepszą formą świadczenia tego typu usług będzie forma umowy zlecenia, a taki rodzaj działalności nie wymaga wpisu do CEIDG 🙂

    2. Umowa zlecenia jest ma zawsze zastosowanie do świadczenia tego rodzaju usług, nawet w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą (słowem: to się nie wyklucza ze sobą). Mniej lub bardziej incydentalne świadczenie usługi nie wymaga zarejestrowania działalności gospodarczej, natomiast prowadzenie jej w formie „zorganizowanej i ciągłej” — na co wskazywać może np. opublikowanie cennika usług, wyliczenie zakresu usług, etc. — już jak najbardziej tak.
      Rzecz się rozbija właśnie o zorganizowaną i ciągłą formę świadczenia usług.

      Zwrócę też uwagę na pewnego rodzaju niedogodność formalną: ów zleceniodawca, decydując się na formę „zlecenia prywatnego”, wpada w rolę płatnika ZUS i PIT. I jeśli to pierwsze da się jeszcze załatwić „na zero” w przypadku studenta (ale rejestracja w ZUS-ie i tak będzie wymagana), to tego drugiego uniknąć się nie da. Zatem interes będzie do przełknięcia wyłącznie dla przedsiębiorców, którym status zleceniodawcy niestraszny — ale już osoba nieprowadząca działalności gospodarczej raczej się w tym nie odnajdzie.

    3. Nie sądzę, żeby SHD prowadził tę działalność w sposób zorganizowany i ciągły. Sam cennik jest jednak niedostateczny (chociaż znająć urzędników może ich sprowokować). Natomiast dobrze, że Pan Olgierd ostrzega, bo trzeba być ostrożnym.

      W ramach asekuracji warto rozważyć umowy o dzieło.

  6. Drogi Secondhand dandysie,

    Moim zdaniem trochę na taką działalność za wcześnie, nie dziwię się komentarzom rozczarowania, które się tutaj pojawiły, ponieważ ludzie, którzy obserwowali Twojego bloga od dłuższego czasu mogli pomyśleć, że wszystko co do tej pory robiłeś, aby owego bloga jak najbardziej rozwinąć miało na celu tylko to, aby w pewnym momencie zacząć na nim zarabiać. U mnie coś takiego się pojawiło.

    Twoją działalność, tak jak każdą inną zweryfikuje rynek i mimo tego wszystkiego trzymam za ciebie kciuki. Personal shopping to chyba mimo wszystko nadal nisza rynkowa i myślę, że warto spróbować.

    Swoją drogą ja osobiście dostrzegłem, że traktujesz swą internetową działalność jak najbardziej poważnie, a opieranie jej tylko na wrzucaniu stylizacji i wskazówek dla mężczyzn jest w pewnym sensie staniem w miejscu, dlatego też cieszy mnie, że starasz się wyznaczać nowe cele i drogi rozwoju.

    PS. Sam jako student bywający w secondhandach nigdy nie przechodzę obojętnie obok wieszaka z krawatami oraz „działu marynarkowego” więc tym bardziej jestem ciekaw jak dalej się to wszystko potoczy, mam nadzieję, że z górki.

    Pozdrowienia
    Łukasz

    1. Drogi Łukaszu,

      W ostatnim czasie dużo się u mnie zmieniło i zdobyłem się na to, by zadać sobie jedno bardzo ważne pytanie: Co lubię w życiu robić? Po odpowiedzeniu sobie na nie, postanowiłem dłużej nie zwlekać i zacząć to robić, mimo tego, że mogłoby to spowodować negatywną reakcję niektórych ludzi. Kiedy rozpoczynałem swoją blogową podróż, nie miałem pojęcia którędy będzie ona przebiegać i do czego doprowadzi, mogę jednak zaręczyć, że nie założyłem bloga w celach zarobkowych. Bardzo się cieszę, że dla Ciebie wprowadzane na blogu zmiany nie są tylko rozmywaniem treści, a dostrzegasz w nich chęć podnoszenia jego atrakcyjności. Serdecznie dziękuję za miłe słowa i życzę coraz to bardziej owocnych efektów secondhandowych poszukiwań.

      Pozdrawiam 🙂

  7. Rzadko ostatnio się tutaj udzielam, bo generalnie nieco obniżyłeś loty i dość wysoką poprzeczkę, ale ten temat myślę mogę spokojnie ocenić wedle własnego zdania. Otóż kto nie ryzykuje – ten nie ma. Ale u Ciebie jakoś „personal shopping” gryzie się z motywem przewodnim tego Bloga – SECONDHAND dandy – tanie ubieranie, na każdą kieszeń, bezcen. Z założenia ten Blog miał skupiać raczej ludzi z niezasobnym portfelem, z resztą wszędzie o tym wspominasz i na nim opierasz cały ten blog. Na tym opierał się od początku. A tu bach, prywatny stylista w cenie, która przekracza zapewne cenę połowę z Twojej szafy, cenę do której przyzwyczaiłeś swoich czytelników. Inna kwestia. Doradzanie ludziom, którzy wydadzą ciężkie pieniądze w SKLEPIE, jest nieco dla Ciebie lataniem po ciemnym pokoju. Z tego co widzę prywatnie nie wydałeś zbyt wielkich funduszy na ubrania w regularnej konfekcji sklepowej, więc zarówno ja, jak i reszta czytelników nie ma bladego pojęcia jak Twój styl by się kształtował mając do dyspozycji kwoty, które przeznaczą ewentualni klienci. Aktualnie prezentujesz zestawy złożone głównie z rzeczy, które „są bo są”, były w dobrym rozmiarze, kuriozalnie niskiej cenie i zaakceptowałeś ich ewentualne wady, o czym wspominasz nie raz, nie dwa. Widzę tu ewidentny zgrzyt. Popieram także zdanie jednego z anonimów o zmianie Bloga ze względu na PNŚ. Próba kreowania siebie i wyjścia „poza kadr” i rozpychanie się łokciami wyuczoną elokwencją rzucała mi się w oczy. Może mam na ten temat złe wyobrażenia, ale oceniam to wedle widza, nie osoby, która Cię zna. Oczywiście tak jak ludzie piszą wyżej – oceniam Ciebie, Twoje outfity czy wiedzę tylko i wyłącznie patrząc na dorobek blogowy. Generalnie smutna sprawa, było dobrze, jest gorzej. Myślę też, że nie weźmiecie z Karoliną tego komentarza zbyt dosadnie ale uwierz mi, oceniam Cię jako Bloger z podobnym stażem czasowym, który obserwował Cię od początku. Widzę więc zmianę, oj widzę.

    Pozdrawiam
    The-Bigwig

    1. Drogi Bigwigu,

      Na wstępie pragnę zaznaczyć, że jestem dużym chłopcem i na pewno się na Ciebie z powodu Twoich opinii nie obrażę. Co więcej, jestem za nią wdzięczny i, w przeciwieństwie do niektórych osób, postaram się ją na spokojnie jeszcze raz przeanalizować, by móc z wyciągnąć z niej wnioski.

      Co do gryzienia się idei personal shoppingu z ideą bloga, to w mojej opinii nie jest tak do końca. Dla sporej części czytelników wystarczy regularne przeglądanie blogów z inspiracjami, by móc zaszczepiać podpatrzone rozwiązania na gruncie własnej garderoby – im nie potrzeba tego typu usługi. Na drugim biegunie jednak znajduja się osoby, które może i chciałaby ubierać się nieco inaczej, ale, z powodu braku czasu, spowodowanego np. natłokiem pracy, albo brakiem chęci mozolnego przekopywania się przez czeluście internetu, chcieliby skorzystać z rzetelnej usługi doradzczej, w ramach której za pewną cenę będą w stanie kupić czas, wyczucie i umiejętności doradzającego. Jak już wyżej wspomniano tego typu usługi maja w Polsce charakter niszowy, więc istnieje realna szansa na osiągnięcie zadowalającego efektu. Ten aspekt jest w pewnym sensie nieco „pozablogowy”, gdyż nie wpłynie w żaden sposób na kształt mojej strony. Nie mam zamiaru przekształcać jej w witrynę metamorfozową. Każda działalność potrzebuje jednak reklamy, z powodu czego postanowiłem zaryzykować i umieścić tę informacje na blogu.

      To, że nie posiadam zbyt dużej ilości ubrań zakupionych w sklepach stacjonarnych nie oznacza, że nie znam ich asortymentu i nie potrafię się w nich poruszać. Umiejętność dobrej oceny produktu w stosunku cena/jakość jest w mojej opinii niezależną od tego, jaką kwotą się dysponuje.

      Co do występu w PnŚ wiem dziś jedno – strasznie chciałem, by ten wystep nie był wypełniony czczą gadaniną, a niósł ze sobą pewną wartość merytoryczną. Z perspektywy czasu widzę, że może chciałem za bardzo i nie wyszło to idealnie. Niestety czasu nie cofnę.

      Nie rodzimy się z umiejętnością mowy, więc każda elokwencja musi byc wyuczona; w moim przypadku jednak wystarczy przeczytać choćby jeden akapit z któregokolwiek z wpisów, by się przekonać, że na moim blogu używam stylu dość oddalonego od potocznego.

      Każdy się zmienia z czasem, bo nie sposób ustrzec się przed wpływem nabytych doświadczeń i spotkanych osób. Warto o tym pamiętać 🙂

      Pozdrawiam 🙂

  8. Fajnie, że chcesz się rozwijać i szukasz swojego miejsca- nie oceniając, czy to dobrze, czy źle (bo moja opinia tylko powieli to, co zostało powiedziane/napisane, a na Twoją i tak pewnie nie wpłynie;)), chciałbym tylko powiedzieć, że w związku z faktem, jakie zmiany zachodzą tu na blogu, życzę przede wszystkim pozostania wiernym sobie i swoim przekonaniom, ale bez porywania się z motyką na słońce. Rób, co rzeczywiście lubisz i umiesz robić- a wszystko i tak zawsze zweryfikuje życie 🙂

  9. Super, że się rozwijasz i że mając już dość sporą wiedzę nt. mody męskiej (a czytając bloga, nie mam wątpliwości, że takową wiedzę posiadasz) nie ograniczasz się tylko do własnych stylizacji, ale idziesz dalej i doradzasz innym :). Myślę, że to świetny pomysł, zważywszy na to, że blog to nie jest dla ciebie tylko taki dodatek w stylu „skrobnę coś na szybko raz na miesiąc”, ale że traktujesz go poważnie i poświęcasz mu dużo czasu. Toteż życzę powodzenia i obyś mógł nieprzerwanie dalej rozwijać tę modową pasję, trzymam kciuki!
    Pozdrawiam, Reptilia

  10. Zawrzało w komentarzach… a ja jestem zdziwiona. Przez myśl by mi nie przeszły te wszelkie wątpliwości, włącznie z formalnościami dotyczącymi rejestracji działalności;/ Co za lud! ;D
    Teraz są takie czasy, że nie ma na co czekać, jeśli nie Ty to ktoś inny to zrobi za Ciebie…i najwyraźniej niektórych boli fakt, że ich uprzedziłeś.
    Nam również taka praca by się podobała;)
    Ze swojej strony życzymy powodzenia!! 😉
    Pozdrawiamy

    1. Jak już wspominałem, byłem przygotowany na krytyczne komentarze, summa summarum wyszło ich zdecydowanie mniej niż tych przychylnych. Jedna z podstawowych zasad marketingu mówi, że czasami lepiej niż być lepszym, jest być pierwszym, który przychodzi na myśl

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłe słowa! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.